Tym razem wszyscy wstajemy chwilę po 6... Szybkie sprawdzenie co dzieje się na niebie i decyzja - Orla Perć
Już o 7:30 jesteśmy na szlaku i pokonując kolejne metry z niepokojem patrzymy w niebo... Nasz cel, Kozi Wierch, cały czas w chmurach Jakoś 15 minut po 9 jesteśmy już na Zawracie i tam chwila zastanowienia... Troszkę się wahałem, bo po browarach z dnia poprzedniego głowa bolała nie wspominając o tym jak mnie suszyło :) Patrzymy na wspinających się na Orlą ludzi i idziemy w ich ślady
To co dzieje się później to inna historia... Wiedziałem, że Orla Perć jest najtrudniejszym szlakiem w całych Tatrach, ale czegoś takiego się chyba nie spodziewałem... Mnóstwo ubezpieczeń, niekończące się łańcuchy i drabinki, a tuż pod nogami przepaści wysokości 200-300mm... tu nie ma miejsca na najmniejszą pomyłkę... chyba nikt nie chce wylądować tam na dole...
Po jakimś czasie człowiek się do tego przyzwyczaja i jest już lepiej, tym bardziej, że widoki wynagradzają ten cały wysiłek :)
Po kilku wejściach i ciężkich zejściach w końcu docieramy na Kozi Wierch, a tam czeka na nas upragnione śniadanie... ufff udało się choć łatwo nie było... Teraz już tylko w dół, godzinne, strome i bardzo męczące zejście, a wieczorem piwo przy zachodzącym Słońcu :) Tego mi było trzeba!!!
Już o 7:30 jesteśmy na szlaku i pokonując kolejne metry z niepokojem patrzymy w niebo... Nasz cel, Kozi Wierch, cały czas w chmurach Jakoś 15 minut po 9 jesteśmy już na Zawracie i tam chwila zastanowienia... Troszkę się wahałem, bo po browarach z dnia poprzedniego głowa bolała nie wspominając o tym jak mnie suszyło :) Patrzymy na wspinających się na Orlą ludzi i idziemy w ich ślady
To co dzieje się później to inna historia... Wiedziałem, że Orla Perć jest najtrudniejszym szlakiem w całych Tatrach, ale czegoś takiego się chyba nie spodziewałem... Mnóstwo ubezpieczeń, niekończące się łańcuchy i drabinki, a tuż pod nogami przepaści wysokości 200-300mm... tu nie ma miejsca na najmniejszą pomyłkę... chyba nikt nie chce wylądować tam na dole...
Po jakimś czasie człowiek się do tego przyzwyczaja i jest już lepiej, tym bardziej, że widoki wynagradzają ten cały wysiłek :)
Po kilku wejściach i ciężkich zejściach w końcu docieramy na Kozi Wierch, a tam czeka na nas upragnione śniadanie... ufff udało się choć łatwo nie było... Teraz już tylko w dół, godzinne, strome i bardzo męczące zejście, a wieczorem piwo przy zachodzącym Słońcu :) Tego mi było trzeba!!!










