No i nadszedł tak długo oczekiwany urlop w ukochanych Tatrach :) Szybka akcja po pracy i już o 18:32 wyruszamy... przed nami jakieś 11 godzin w pociągu, ale mimo to humory dopisują, piwko rozwesela, a pociąg powoli toczy się do celu
W Zakopanem jesteśmy w troszkę spóźnieni, więc szybko zbieramy się na ostanie zakupy i wskakujemy do najbliższego busika do Palenicy... 30 minut szybkiej jazdy i wysiadamy cali szczęśliwi nie wiedząc co nas czeka... Plecaki znajdują swoje miejsce na naszych plecach i zaczyna się podejście Pierwszy asfaltowy odcinek daje się mi we znaki kiedy to aparat ląduje na ziemi... Dopiero przy Wodogrzmotach okazuje się ze coś się pobiło... modlę się żeby to był tylko filtr... UFFF... szkło całe choć dostało lekkich luzów, jeszcze tylko sprawdzam autofocus... działa... troszkę zły na siebie ruszam dalej
I tu zaczynają się problemy... 4,5 litra wody na plecach i reszta bagażu dają w kość... chyba nie byłem na to przygotowany... W szczegóły nie będę się wdawał, ale było ciężko... Widok schroniska to było zbawienie... szybki LODOWATY prysznic, "przepyszny" obiad i odrobina snu na piętrowym wyrku :)
Plany przejścia do Morskiego Oka w pierwszy dzień raczej nie wypaliły, ale nie chcieliśmy siedzieć w schronisku więc szybki wypad do Siklawy i małe focenie się udało... Dzień dla większości zakończył się zaraz po 19, może i lepiej bo o 6:00 dzwoni budzik...
W Zakopanem jesteśmy w troszkę spóźnieni, więc szybko zbieramy się na ostanie zakupy i wskakujemy do najbliższego busika do Palenicy... 30 minut szybkiej jazdy i wysiadamy cali szczęśliwi nie wiedząc co nas czeka... Plecaki znajdują swoje miejsce na naszych plecach i zaczyna się podejście Pierwszy asfaltowy odcinek daje się mi we znaki kiedy to aparat ląduje na ziemi... Dopiero przy Wodogrzmotach okazuje się ze coś się pobiło... modlę się żeby to był tylko filtr... UFFF... szkło całe choć dostało lekkich luzów, jeszcze tylko sprawdzam autofocus... działa... troszkę zły na siebie ruszam dalej
I tu zaczynają się problemy... 4,5 litra wody na plecach i reszta bagażu dają w kość... chyba nie byłem na to przygotowany... W szczegóły nie będę się wdawał, ale było ciężko... Widok schroniska to było zbawienie... szybki LODOWATY prysznic, "przepyszny" obiad i odrobina snu na piętrowym wyrku :)
Plany przejścia do Morskiego Oka w pierwszy dzień raczej nie wypaliły, ale nie chcieliśmy siedzieć w schronisku więc szybki wypad do Siklawy i małe focenie się udało... Dzień dla większości zakończył się zaraz po 19, może i lepiej bo o 6:00 dzwoni budzik...



